Sierpień 21, 2013
Drukuj

Do REDAKCJI: Dziennikarz rolnik poszukiwany (polemika)

Program otwarcia wystawy rolniczej przedstawia się następująco: godz. 11:00 – przyjazd nierogacizny i bydła nierogatego, godz. 12:00 – przybycie zaproszonych gości, godz. 13:00 – wspólny obiad. Dobrych tekstów o rolnictwie jest tyle ile dobrych dowcipów o rolnikach w polskim Internecie. Praktycznie ich nie ma. Są tylko dobre komentarze pod serwowanymi z niedbałością faktami.

Mieszczuch przyjeżdża na wieś. Nie wie która godzina, więc podchodzi do rolnika dojącego krowę.
- Przepraszam, która godzina? Rolnik podnosi wymię i mówi: – Za pięć dwunasta.
- Oooo! Pan poznaje godzinę po ciężarze wymienia?
- Nie, ale jak je podnoszę, to widzę zegar na wieży ratuszowej.

Co się dzieje, gdy dziennikarz z redakcji dużego dziennika zabiera się do pisania o rolnictwie? Nie pozostaje mu nic innego, jak zabrać się zza biurka i merytorycznie wyjechać na wieś. Rzetelność dziennikarska zobowiązuje. Odpowiedzialność za słowo i czytelnika. Na wsi i w mieście.

Z pozoru genialny tytuł: „Unię najlepiej doją rolnicy: Kombinują jak mogą, aby wyciągnąć dotacje”. Tekst trafia w „dziesiątkę”. Przedruki w Sieci i w kioskach. Choćby ten na Forsal.pl pt. „Rolnicy w Polsce od młodego są przyuczani do kombinowania” (17.08.13 r.). Autorem artykułu jest Artur Radwan. Doświadczony dziennikarz „Dziennika Gazety Prawnej”. Z wykształcenia prawnik. Dotychczas rolnictwo nie było tematem wiodącym w jego dorobku. I to właśnie pana redaktora, nawiązując do wcześniejszego dowcipu, chcemy zapytać tą polemiką, która jest godzina?

„Ekolog na traktorze”
„Bardzo wygodne do zarabiania są wszelkiej maści unijne programy proekologiczne. Wystarczy zadeklarować, że posadzi się las, aby popłynął z Brukseli strumień pieniędzy. – Paweł Piskorski, były prezydent Warszawy, kupił 300 ha ziemi, posadził las i na ten obszar wziął płatność z UE. Za 20 lat zarobi na tym bardzo duże pieniądze.” – cytuje w swoim artykule red. Radwan wypowiedź Tadeusza Szymańczaka. Jak to się ma do części tytułu „Unię najlepiej doją rolnicy…”? W życiu, jak to w życiu, mamy rolnika – gospodarza, mamy rolnika – taksówkarza, mamy rolnika – byłego posła, mamy rolnika – prawnika, mamy rolnika – lekarza. Mamy więc i rolnika – prezydenta. Problem w tym, że mówiąc „rolnik” lub „rolnictwo” nie mamy na względzie byłego prezydenta stolicy, tylko chłopa w waciakach. Gdzie jest więc ten statystyczny rolnik – gospodarz?

Pozyskiwacz środków unijnych
nie równa się rolnik!
Rolnik żyje z wytworzonych przez siebie płodów rolnych. Przedstawione przez A. Radwana dane potwierdzają tylko, że należy bacznie przyglądać się działaniom organów kontrolnych, uszczelnić system ubezpieczenia rolniczego oraz uzyskiwania dopłat rolniczych. Dopłaty mające na celu ograniczyć społeczności wzrost cen produktów spożywczych trafiają nie do producentów żywności , a do wszelkiej maści cwaniaków lawirujących pomiędzy kruczkami prawnymi. Rolą rolnika jest dostarczanie żywności. Nie zaś pozyskiwanie środków unijnych. Życiem rolnika jest uprawianie pól, zbieranie i przetwarzanie płodów rolnych. Jeśli takie rzeczy mają miejsce proszę nie pisać, że „rolnicy doją Unię”. Adresatem tych zarzutów powinien być minister rolnictwa – rząd, parlament stanowiący prawo, czy partie polityczne, a nie rolnik. Może warto wymusić na rządzących zmianę definicji rolnika? Rolnikiem nie jest osoba mająca ziemię rolną. Rolnikiem jest osoba która tę ziemię uprawia, która zbiera plony. W każdym innym przypadku mamy do czynienia z nowym zawodem z branży rolnej- „pozyskiwaczem środków unijnych”. Pozyskiwacz środków unijnych nie równa się rolnik!

Rolnik, czyli kto?
Artur Radwan zauważa problem „rolników – gospodarzy”, ale przepuszcza go pomiędzy palcami, a klawiaturą. Cytuje wypowiedź Tadeusza Szymańczaka: „Na problem przyszywanych rolników denerwują się ci prawdziwi. – Wkurza mnie, jak do jednego wora wrzuca się mojego sąsiada nieroba, który po ojcach otrzymał ziemię i nic na niej poza chwastami nie uprawia, a bierze dopłaty tak jak ja.”. Czy red. Artur Radwan cytując T. Szymańczyka, nie pomyślał że tytuł jego artykułu powinien brzmieć inaczej?

Problem z tym „kim jest rolnik?” okazał się na tyle poważny, że Wielkopolska Izba Rolnicza realizując wniosek III Walnego Zgromadzenia Wielkopolskiej Izby Rolniczej w sprawie definicji zawodu „rolnik”, wystosowała do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi pismo z prośbą o określenie tego pojęcia. W odpowiedzi ówczesny minister Marek Sawicki, przytaczając poszczególne zapisy stwierdził, że w polskim prawie, w zakresie rolnictwa obowiązuje kilka niezależnych od siebie, odmiennych zakresowo definicji określenia „rolnik (producent rolny)”, w zależności od spraw, które regulują poszczególne ustawy. (…) Sformułowanie jednej definicji „rolnika” na użytek wszystkich, bądź większości ustaw w zakresie rolnictwa – zdaniem ministra Sawickiego – jest niemożliwe, niepraktyczne i mogłoby spowodować trudności interpretacyjne z uwagi na różny zakres spraw, które regulują poszczególne ustawy.

Skoro tak, to zapytajmy czym jest rolnictwo? Za źródłem narodowej wiedzy – Wikipedią: „Rolnictwo, to jeden z działów gospodarki, którego głównym zadaniem jest dostarczenie płodów rolnych. Rolnictwo uzyskuje produkty roślinne i zwierzęce dzięki uprawie roli i roślin oraz hodowli zwierząt.”

„Najlepsza jest UE…”
Dlatego jeśli myśli się o godziwym zarobku, trzeba się nauczyć doić Unię Europejską. Pierwsze szlify w tej specjalności wielu chłopów zdobyło na programie „Młody rolnik” – pisze Artur Radwan. Zobaczmy (za opinią jednego z internautów)… „Aby skorzystać z premii młodego rolnika należy posiadać gospodarstwo nie krócej niż rok o wielkości przynajmniej średniej wojewódzkiej, a nie jak pisze autor „posiadać hektar ziemi i mieć do 40 lat” (dop. zakładamy, że to zwykłe przeoczenie, nie zaś celowe działanie). Porównajmy udział dofinansowania w tworzeniu gospodarstwa i przykładowego zakładu fryzjerskiego, męskiego.

Młody rolnik. Zachodniopomorskie. Średnia powierzchnia wojewódzka to 30 hektarów, tyle musimy mieć aby ubiegać się o dofinansowanie – premia młodego rolnika . Może być to dzierżawa, może być to kupno. Niestety, dzierżawy nie istnieją, Agencja Nieruchomości Rolnych ziemię tylko sprzedaje. Musimy kupić. 30 ha x 20000 zł/ha = 600 000 zł. Ziemia to 600 000 zł. Traktor, nowy , najtańsza opcja koło 70 000 zł netto. Maszyny, urządzenia, przyczepy- używane, około 40 000 zł. Wychodzi 700 000 zł na start. Pomniejszając to o premię młodego rolnika (80 000 zł) lekko ponad 600 000 zł. Dodatkowo potrzebne są pieniądze na uprawę (ok. 2000 zł/ha ). Razem 60 000 zł. Wymogiem otrzymania dotacji jest 5 letnie samodzielne prowadzenie gospodarstwa.

Młody fryzjer. Zakład fryzjerski – męski. Dofinansowanie z Urzędu Pracy – 10 000 zł. Wystarczy na nożyczki, maszynki, lustra, blaty, fotel etc. Podstawowe wyposażenie powinno zostać zakupione z dofinansowania, lub nieznacznie je przekroczyć. Wymogiem otrzymania dotacji jest 2 letnia działalność

Rolnik – dotacja 80 000 zł, w przybliżeniu około 10 proc. wartości inwestycji. Zakład fryzjerski – dotacja 10 000 zł, w przybliżeniu 90-100 proc. wartości inwestycji. Jakże inny jest poziom dofinansowania startu. Jakże inna potrzebna kwota do rozpoczęcia działalności. Pomijając zdolności kredytowe. Wysokość rocznej raty, bez oprocentowania, to około 40 000 zł. Przy czym dopłaty bezpośrednie wyniosą rocznie 28 500 zł. Z samych dopłat nie można spłacić kapitału za ziemię. Gdzie te kokosy? Brakuje 12 000 zł rocznie. Gdzież to dojenie?

Ziemi nie kupują rolnicy
Komitet Protestacyjny Rolników Województwa Zachodniopomorskiego stoi na stanowisku, że ziemia rolna w Polsce jest bezmyślnie wyprzedawana. Ziemi rolniczej w Polsce nie kupują rolnicy. Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Agencja Nieruchomości Rolnych są innego zdania. Przedstawiliśmy na to dowody. Przykładowo. Rok 2012. W Oddziale ANR w Szczecinie – Oddział Koszalin – zorganizowano 1114 przetargi, z tego 93 to były przetargi ograniczone (8.3 proc. – na rozwój gospodarstw rodzinnych).

To nie rolnicy-gospodarze są głównymi beneficjentami płatności orzechowych, a „rolnicy-nierolnicy”, ci którzy żyją z pozyskiwania środków unijnych. Państwo poprzez bezmyślną wyprzedaż ziemi rolnej doprowadziło do namnożenia się gospodarstw, których głównym celem jest pozyskiwanie środków unijnych. Nie uprawa ziem.

Mój 5 letni ciągnik
Artur Radwan zwraca uwagę, że cwani rolnicy pozyskują pieniądze na zakup maszyn, aby po 5 latach je sprzedać za więcej niż wynosił wkład rolnika w momencie zakupu. Pytanie brzmi: kto kupi 5 letni ciągnik, jeśli według autora można zakupić nową maszynę za mniej?

Informacje autora o zwrocie akcyzy są mało precyzyjne. Jak można wykorzystać zwrot akcyzy do paliwa zużytego do samochodu, jeśli często tego limitu brakuje do zatankowania ciągników? Jeśli rolnik tę rolę uprawia, orze, bronuje, sieje… To ten limit jest niewystarczający. Chyba że autor tekstu w „Dzienniku Gazeta Prawna” ma na uwadze „rolników – pozyskiwaczy środków unijnych”, którzy niejednokrotnie nie mają nawet traktora. Wtenczas może dochodzić do takich sytuacji.

„Urzędnicy zachowują pozory”
„Wszystko powinno więc sprawnie funkcjonować i być pod kontrolą, a niestety tak nie jest” pisze A. Radwan. Czy winą za niedziałający system można obarczać rolników? To nie my pilnujemy przestrzegania prawa. To nie my je stanowimy. Wydawanie publicznych pieniędzy, pilnowanie ich przepływów leży w gestii urzędników. W tym celu powołano Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. To nad nią pieczę sprawuje Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Według rolnika – gospodarza to te podmioty decydują, kto i jak wykorzysta dane środki. To te podmioty mają wpływ na celowość wydawania środków europejskich.

Redaktor Artur Radwan zabierając się do pisania o rolnictwie w efekcie tylko się o nie otarł. Podjął się zadania trudnego. Nie łatwo jest pisać o rolnictwie w kraju, gdzie „Kasa Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego” jest w rzeczywistości „Kasą Wiejskiego Ubezpieczenia Społecznego”. Chciał „dołożyć” rolnikowi, a „dołożył” urzędnikowi… z miasta. Wnioski w artykule A. Radwana, a przynajmniej ich część, są trafne. Tytuł, w ocenie „rolników-gospodarzy”, jest niesprawiedliwy. Apelujemy do redakcji mediów opiniotwórczych w Polsce o angażowanie do pisania o sprawach rolnictwa dziennikarzy z wykształceniem rolniczym.

KPRWZ

Powyższy tekst stanowi polemikę Komitetu Protestacyjnego Rolników Województwa Zachodniopomorskiego wywołaną artykułem red. Artura Radwana pt. „Unię najlepiej doją rolnicy: Kombinują jak mogą, aby wyciągnąć dotacje”, który ukazał się na stronie „Dziennika Gazeta Prawna” w dniu 16 sierpnia 2013 r. (biznes.gazetaprawna.pl).

Fot. KPRWZ

Linki:
Odpowiedź MRiRW p. Marka Sawickiego na pytanie WIR: Kim jest rolnik?