Kwiecień 30, 2015
Drukuj

Jan Białkowski: RZĄDOWE „JAJA” ze SPRZEDAŻY BEZPOŚREDNIEJ

Koalicja Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego po raz kolejny sprzedaje społeczeństwu „jaja”. Czy w końcu zapłaci za to „wyborczy podatek”?

Dziwne rzeczy dzieją się w trakcie procesu stanowienia prawa w naszym kraju. Projekty aktów prawnych w trakcie procesu legislacji potrafią zmienić się w sposób zasadniczy. Efekty gospodarcze czy społeczne uchwalanych rozwiązań, często stanowią przeciwieństwo celów zakładanych w uzasadnieniach do zgłaszanych  projektów.

Wydaje się, że nie są to zmiany przypadkowe. Trend bowiem jest stały, ich beneficjentami są międzynarodowe korporacje i ludzie najbogatsi. Natomiast coraz większe ciężary związane z utrzymaniem państwa spadają na barki najbiedniejszych obywateli.

Problem ten widać doskonale na przykładzie kwoty wolnej od podatku dochodowego. Kwota wolna od podatku w Polsce wynosi 3091 zł i należy do najniższych nie tylko w Europie, ale i na świecie. Wyższa niż w Polsce kwota wolna od podatku obowiązuje między innymi w takich krajach jak: Namibia (14 250 zł), Zambia (12 878 zł), czy Tanzania (7 408 zł).

Złe skutki tej sytuacji potęguje fakt, iż niemal we wszystkich krajach kwota wolna od podatku jest corocznie waloryzowana, czyli każdego roku wzrasta co najmniej o wskaźnik inflacji. W Polsce jednak kwota wolna zwiększona została po raz ostatni w roku …2007. W 2008 roku kwota została zamrożona. Od 7 lat nie zmienia się i pozostaje wciąż na tym samym, niewiarygodnie niskim poziomie, co powoduje, iż podatki płacą coraz biedniejsi. W efekcie mamy do czynienia z absurdalną  sytuacją, że podatek dochodowy płacą nawet osoby których dochody są niższe od progu ubóstwa, to jest od 6500 zł rocznie dla osoby żyjącej samotnie. A przecież celem ustanowienia kwoty wolnej od podatku była i jest ochrona osób najuboższych przed uszczupleniem przez państwo, ich i tak już niskich dochodów.

Warto przypomnieć, że w tym samym czasie,  kilka największych zagranicznych sieci handlowych, których łączne przychody w naszym kraju w 2011 r. wyniosły około 50 miliardów złotych (według niektórych szacunków obecnie sięgają już 80 mld zł) rocznie, płacą podatek dochodowy od osób prawnych (CIT) tylko w wysokości kilkuset milionów rocznie.

Państwo polskie jest również bardzo hojne wobec innych osób prawnych w tym łączących działalność rolniczą z pozarolniczą. Dochody wolne od podatku (CIT) w 2013 r.  wyniosły bowiem 41,258 mld zł.

Szczególnego podejścia  większości parlamentarnej (niestety również części opozycji) do problemu pomocy najuboższym i wspierania rodzimej małej przedsiębiorczości doświadczyliśmy ostatnio w trakcie prac nad ustawa o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz niektórych innych ustaw, którą Sejm uchwalił w dniu 9 kwietnia 2015 r., a Senat przyjął bez poprawek w dniu 16 kwietnia 2015 r.

Ustawa wprowadza regulacje dotyczące aspektu fiskalnego sprzedaży bezpośredniej przetworzonych produktów rolnych pochodzących z własnej uprawy lub hodowli.

Prace nad ustawą zapoczątkował Senat pod wpływem protestów środowisk rolniczych, w tym protestów rolniczych NSZZ Rolników Indywidualnych „Solidarność” na Pomorzu Zachodnim.

W zasadzie ustawa nie odpowiada na postulat zgłoszony przez Komitet Protestacyjny Rolników Województwa Zachodniopomorskiego w dniu 5 grudnia 2012 r., domagający się wprowadzenia przepisów umożliwiających rolnikom przetwarzanie wyprodukowanych we własnym gospodarstwie surowców i ich sprzedaż.

Istota problemu polega na tym, że od momentu przystąpienia Polski do UE sprzedaż bezpośrednia jest praktycznie nielegalna. W Polsce stosuje się przepisy w zakresie higieny środków spożywczych, które Parlament Europejski i Rada określiły dla przedsiębiorstw sektora spożywczego. Dzieje się tak mimo, że Parlament Europejski i Rada wyraźnie stwierdziły, iż przepisy określone dla przedsiębiorstw nie mają zastosowania do bezpośrednich dostaw, dokonywanych przez producenta, małych ilości surowców do konsumenta końcowego lub lokalnego zakładu detalicznego, bezpośrednio zaopatrującego konsumenta końcowego. Parlament Europejski i Rada stwierdzają również jednoznacznie, że regulacje w tym zakresie państwa członkowskie winny ustalić na mocy prawa krajowego. Jednak w Polsce dotychczas takich przepisów nie uchwalono.

Na wszelki wypadek, gdyby jednak jakiemuś rolnikowi przyszło do głowy spełnienie wyśrubowanych warunków sanitarnych i mimo wszystko przetwarzanie i sprzedaż wyprodukowanych we własnym gospodarstwie surowców, Senat postanowił zabezpieczyć „interes budżetu państwa”, przygotowując projekt stosownej ustawy. Projekt przewidywał między innymi ograniczenie przychodów ze sprzedaży bezpośredniej wolnych od podatku do wysokości maksymalnie 7 tys. rocznie.

Po przekazaniu projektu do Sejmu, zajęły się nim sejmowe komisje rolnictwa i finansów. W trakcie prac posłowie PiS postulowali podniesienie limitu nieopodatkowanego przychodu. Argumentując, że limit przychodu w wysokości 7 tys. zł daje miesięcznie kwotę 583 zł. Jeśli założy się, że zyskowność takiej sprzedaży jest na poziomie 10-procent, to do budżetu rodziny rolnika wpłynęłoby 58 zł.

Jednak przyjęte  rozwiązania poszły w przeciwną stronę. Kwoty wolnej od podatku nie będzie w ogóle. Rolnik realizujący sprzedaż bezpośrednią zobowiązany będzie do prowadzenia księgi wykazującej przychody. Od tych przychodów będzie obowiązywał podatek ryczałtowy w wysokości 2 proc. do kwoty 150 tys. euro, czyli 600 tys. zł rocznie.

Niezrozumienie skali problemu, czy przepisy nie dla małych rolników?

O zamiarze założenia księgi podatnik zobowiązany będzie zawiadomić właściwego naczelnika urzędu skarbowego przed rozpoczęciem roku podatkowego. Nie trzeba mieć wielkiej wyobraźni aby przewidzieć, że gospodarstwa tych osób przejdą wnikliwą kontrolę warunków sanitarnych przetwarzania surowców wyprodukowanych w gospodarstwie.

Bardzo istotne są również rozstrzygnięcia dotyczące miejsca prowadzenia sprzedaży. Ustawa przewiduje, że sprzedaż będzie następowała wyłącznie:

a)  w miejscach, w których produkty te zostały wytworzone,

b)  na targowiskach, przez które rozumie się wszelkie miejsca przeznaczone do prowadzenia handlu, z wyjątkiem sprzedaży dokonywanej w budynkach lub ich częściach.

Przetworzone produkty nie mogą być również sprzedawane w placówkach handlowych.

Powyższe ograniczenia wprowadzono mimo, iż przepisy UE zezwalają zarówno na sprzedaż przetworzonych produktów bezpośrednio konsumentowi końcowemu, jak i do lokalnego zakładu detalicznego.

Dlaczego tak się stało ?

Wydaje się, że wiele wyjaśnia tweet ministra rolnictwa Marka Sawickiego z początku tego roku:

„Sprzedaż bezpośrednia: jest opór ze strony zakładów przetwórczych, ale ja się nie zrażam. Uchwalimy to prawo.”

Przechwytywanie w trybie pełnoekranowym 2015-03-009
Foto: Twitter M. Sawickiego / fotokopia z dn. 5.03.2015 r.

No cóż, albo tweet był nieszczery, albo tak naprawdę pan minister niewiele może.

Przeciw przyjęciu ustawy głosowali jedynie posłowie PiS, Zjednoczonej Prawicy i kilku posłów niezależnych.

Na koniec jeszcze jedna informacja uprzedzająca atak „życzliwych osób”. W roku ubiegłym wpływy z podatku rolnego w skali kraju, wyniosły ponad 1,6 mld zł, czyli kilkakrotnie więcej niż wpływy z tytułu podatku dochodowego od wielkich sieci handlowych.
Jan Białkowski
NSZZ Rolników Indywidulanych „Solidarność”
Komitet Protestacyjny Rolników Województwa Zachodniopomorskiego

27.04.2015 roku