Czerwiec 7, 2013
Drukuj

Traktor dla redaktor Solskiej za „Rzucanie ziemią”

TRAKTOR


Duże spółki „to najlepsze, najbardziej efektywne przedsiębiorstwa rolne. To one, a nie drobni chłopi nas żywią i bronią skutecznie konkurując z farmerami unijnymi”. Artykuł red. Joanny Solskiej w POLITYCE nr 23 (2910) pt. „Rzucanie ziemią” bije rekordy popularności wśród zachodniopomorskich „obszarników”.

Tezy o „żywiących i broniących” spółkach autorka nie poparła żadnymi dowodami. Duże spółki, obecnie głównie z kapitałem obcym, rzeczywiście prowadzą produkcje bardzo zaawansowaną technologicznie, ale bardzo uproszczoną, w zdecydowanej większości ograniczoną do produkcji roślinnej (zboża, rzepak, kukurydza) i zatrudniają niewielu pracowników, przeciętnie ok. 2 osób na 1000 ha. Sytuacja ta jest jedną z przyczyn bardzo wysokiego bezrobocia na obszarach typowo rolniczych województwa zachodniopomorskiego. Występuje również sprzeczność z celami Wspólnej Polityki Rolnej, które zakładają między innymi zwiększenie wydajności rolnictwa przez wspieranie postępu technicznego, ale również optymalne wykorzystanie czynników produkcji, zwłaszcza siły roboczej. Należy podkreślić, że zgodnie z założeniami WPR, podstawową jednostką produkcyjną jest gospodarstwo rodzinne, a instrumenty WPR powinny być nakierowane na wsparcie ich możliwości produkcyjnych i konkurencyjności. Wyższość sprawnych ekonomicznie gospodarstw rodzinnych (dop. których właścicieli autorka odsądza od czci i wiary) dowodzą między innymi wyniki standardowe uzyskiwane przez gospodarstwa rolne uczestniczące w Polskim FADN (System Zbierania i Wykorzystywania Danych Rachunkowych z Gospodarstw Rolnych). Właśnie duże, sprawnie ekonomicznie gospodarstwa rodzinne, osiągają najwyższą produkcyjność ziemi (dop. czyli wartość produkcji przypadającą na 1 ha użytków rolnych).

W większości przypadków, duże zagraniczne spółki prowadzą wobec naszego regionu politykę kolonialną – wywożąc poza granice surowce i transferując środki pobierane w naszym kraju w ramach dopłat. Dochody ze sprzedaży i dopłaty powinny wzmacniać siłę nabywczą naszego wewnętrznego rynku, a co za tym idzie tworzyć nowe miejsca pracy. Taka sytuacja na dłuższą metę jest nie do przyjęcia. Rolnictwo w państwach członkowskich UE stanowi dział ściśle związany z całością gospodarki. Dopłaty pobierane przez rolników powinny przyczyniać się do zapewnienia godnego poziomu życia rolnikom, ale również stabilizować rynki, zagwarantować bezpieczeństwo dostaw żywności i zapewnić konsumentom jej rozsądne ceny. Skutecznie konkurować na globalnym rynku z korzyścią dla gospodarki regionu są w stanie jedynie sprawne ekonomicznie gospodarstwa rodzinne. Właśnie o możliwość tworzenia takich gospodarstw i rozwój gospodarczy regionu toczy się protest, a nie, jak można wywnioskować z tekstu red. J. Solskiej o ciemne interesy pazernych chłopów – „obszarników”.

Zrozumieć zachodniopomorskie
Wbrew temu co pisze autorka, problem sprzedaży i dzierżawy ziemi przez cudzoziemców jest problem realnym i ważnym dla przyszłości naszego województwa. Według danych przytoczonych w artykule, cudzoziemcy dzierżawią w Polsce tylko 97 tys. ha (dop. być może), ale w woj. zachodniopomorskim, według danych ANR, jest to, aż 60 tys. ha. Na terenie naszego województwa spółki zakupiły dotychczas ok. 100 tys. ha. Kto naprawdę jest właścicielem tych spółek okaże się po 1 maja 2016 r. Bez większego problemu można dotrzeć do aktów notarialnych, w których spółka lub osoba, której przysługuje prawo pierwszeństwa nabycia dzierżawionej od ANR nieruchomości, zawiera „Umowę zlecenia i fiducjarnego nabycia nieruchomości” w której zobowiązuje się do nabycia prawa własność tej nieruchomości we własnym imieniu lecz na rachunek i koszt zleceniodawcy. Zgodnie z umową o dalszym losie nieruchomości zleceniodawca zdecyduje według wyłącznego własnego uznania. Ile jest takich umów również okaże się po 1 maja 2016 r.

Synowie, córki, wnuki i teściowe
W tekście opublikowanym na stronie forsal.pl J. Solska napisała między innymi: „Wnoszenie ziemi aportem do spółek można nazwać obchodzeniem prawa. A kupowanie przez protestujących ziemi na synów, córki, wnuki i teściowe?”. Autorka porusza dwa różne problemy. Wnoszenie aportem ziemi do spółek występuje, gdy ziemia została zakupiona w wyniku wygrania przetargu ograniczonego zorganizowanego dla rolników indywidualnych pragnących powiększyć swoje gospodarstwo rodzinne, czyli dla osób fizycznych będących posiadaczami użytków rolnych których łączna powierzchnia nie przekracza 300 ha oraz osobiście pracujących w tym gospodarstwie i podejmujących wszelkie decyzje dotyczące prowadzenia działalności rolniczej. Następnie nabywcy przekazują tę ziemię do spółki, czyli niezgodnie z celami przetargu na którym została nabyta. W sposób oczywisty mamy do czynienia, jeżeli nie ze złamaniem, to na pewno z ominięciem prawa. Odnosząc się do kupowania ziemi przez protestujących na synów, córki, wnuki i teściowe. Nie znamy takich przypadków. Znamy natomiast przykłady kupowania ziemi przez dorosłe, posiadające własne rodziny, dzieci rolników i wspólne gospodarowanie na posiadanej ziemi, co poprawia efektywność działania, przyczynia się do lepszego wykorzystania posiadanego sprzętu oraz zdecydowanie poprawia konkurencyjność gospodarstw członków rodziny. Nie bez znaczenia jest również wzmocnienie więzi rodzinnych. Stąd obecność na protestach ojców i synów, a w trakcie dyżurów na Wałach Chrobrego także dzieci i wnuków „zachodniopomorskich obszarników”.

„Rzucanie ziemią”, a gospodarowanie
Aby zrozumieć stosunek rolnika do ziemi i łączące ich więzi warto zacytować fragment książki ks. Józefa Tischnera pt.„Etyka Solidarności oraz Homo Sovieticus” (Kraków, 2005). W rozdziale „Gospodarowanie” (ss. 81-87) można przeczytać między innymi cyt.: „Dawne polskie słowo „gospodarz” wskazuje na człowieka, który swój los związał z ziemią – z pracą na roli. Z gospodarzem wiąże się gospodarstwo. Gospodarstwo to przestrzeń oswojona pracą gospodarza – gospodarowaniem. Znaczenie wszystkich tych słów jest zakorzenione głęboko w naszej historii. Polska była przede wszystkim krajem gospodarzy. Gospodarowanie – praca gospodarza – była najdawniejszą polską pracą, a Polska najdawniejszym gospodarstwem. Kto wniknie głębiej w historię ukrytą poza tymi znaczeniami, ten natrafi na ich wspólne źródło – na etos ludzi, których obowiązkiem była służba życiu. Ludzie ci, służąc życiu, nabywali coś z mądrości życia. Nigdy w naszej tradycji gospodarowanie ziemią nie było uważane za wyraz troski o wyłącznie własny interes gospodarującego. Jeśli ktoś tego nie rozumiał, okrywał się hańbą.”.

Na powyższe rozumowanie nakłada się fakt, iż wielu z właścicieli gospodarstw rodzinnych na Pomorzu Zachodnim ma swoje korzenie na Kresach II Rzeczypospolitej. Pamiętają doskonale Państwowe Gospodarstwa Rolne i widzą co po nich zostało w ludziach i polu. Polityka państwa – perspektywa Warszawy – na tych ziemiach nie oznacza dobrych rozwiązań od dziesięcioleci. Ziemia nie jest na Pomorzu Zachodnim towarem którym można „rzucać”. Jest Świętością. Dlatego, od 5 grudnia 2012 r. do 19 lutego 2013 r. sąsiad z sąsiadem, przez 77 dni, stał dzień i w noc w mrozie na Wałach Chrobrego w Szczecinie. Stwierdzenie, że „to nie jest walka o nie oddanie polskiej ziemi w obce ręce, ale o to, by nie poszła w ręce sąsiada…” jest dla wielu z nas zaskoczeniem.

Nasi Sąsiedzi ze strony 108
Protest przeciwko wyprzedaży polskiej ziemi w obce ręce, to nie przejaw nacjonalizmu i chłopskiej pazerności tylko troski o polską rację stanu. Nie mamy nic przeciwko rolnikom z zagranicy, którzy kupują w Polsce ziemię i na niej pracują. Doskonały przykład sąsiedztwa i rozwoju GOSPODARSTW RODZINNYCH znajduje się, w tym samym numerze Tygodnika POLITYKA na stronie 108, w którym red. J. Solska „Rzuca ziemią”. Polecamy tekst autorstwa Przemysława Kozłowskiego pt. „Holender na Żuławach”. (Tekst na stronie www POLITYKI)

Chłop jest u nas ciemny
Wątek o podłożu politycznym protestu zachodniopomorskich rolników jest często podnoszony przez przedstawicieli partii rządzących. Można odnieść wrażenie, że w dzisiejszej Polsce, podobnie jak w PRL, szary obywatel nie ma powodów do niezadowolenia. Jeżeli protestuje, to muszą za tym stać wrogie siły reakcji, w tym przypadku opozycja polityczna. Co z tego, że w Pyrzycach protestujących rolników poparł Jarosław Kaczyński? Wcześniej, tych samych z imienia i nazwiska rolników, poparł Zarząd Powiatowy Polskiego Stronnictwa Ludowego w Pyrzycach oraz Rada Powiatu Pyrzyckiego wraz z przedstawicielami Platformy Obywatelskiej. Przedstawiciele „elit” podobnie jak węglarze w „Misiu” Stanisława Barei, uważają, że „chłop jest u nas ciemny” i nie stać go na samodzielne myślenie – nawet kiedy posiada wyższe wykształcenie. Co wśród protestujących nie jest rzadkością.

Czy redaktor Joanna Solska pracując nad tekstem „Rzucanie ziemią” skontaktowała się z protestującymi w zachodniopomorskiem rolnikami? Nie. Kierujemy więc prośbę do Redakcji Tygodnika POLITYKA: Zorganizujecie Państwo debatę o kondycji polskiego rolnictwa. Nie na „partie”, tylko na argumenty. W Warszawie lub Szczecinie. Chcielibyśmy w niej uczestniczyć.

KPRWZ

***
Powyższy tekst stanowi polemikę Komitetu Protestacyjnego
Rolników Województwa Zachodniopomorskiego wywołaną artykułem
red. Joanny Solskiej pt. „Rzucanie ziemią”, który ukazał się
w Tygodniku POLITYKA nr 23 (2910), 5.06-11.06.2013, ss. 40-42.

Fot. KPRWZ